Teraz Czytasz
Z kopyta kulig rwie…

Z kopyta kulig rwie…

Z-kopyta-kulig-rwie

Niezależnie od pory roku i dnia kuligi w Zakopanem od wielu, wielu lat cieszą się ogromnym powodzeniem. Wielu gości Podtatrza nie wyobraża sobie pobytu pod Giewontem bez przejażdżki z fiakrem, najlepiej wieczorną porą, z pochodnią w ręku. Zwyczaj organizowania kuligów liczy sobie już kilkaset lat, a ich historia bynajmniej nie zaczęła się na Podhalu.

Pierwsze kuligi najlepiej określa cytat – „Kulig jedzie, zje, popije i pojedzie”. Była to ulubiona karnawałowa zabawa szlachty, w której udział wziąć mogli jedynie co bardziej majętni. Jeżdżono w saniach od jednego dworu do drugiego jedząc, pijąc i bawiąc się hucznie. Jak pisał znany obserwator obyczajów panujących za Augusta III, ksiądz Jędrzej Kitowicz: „Gdy już wyżarli i wypili wszystko co było, brali owego nieboraka z sobą, z całą jego familią i ciągnęli do innego sąsiada, któremu podobneż pustki zrobiwszy, ciągnęli dalej aż póki w kolej do tych, którzy zaczęli kulig, nie doszli”. Ów podróż przez kolejne dwory mogła trwać przez wiele dni…

U co bardziej zamożnych powszechnym zwyczajem było przebieranie się w rozmaite stroje i przyozdabianie sań. Przebierano się za chłopów, Cyganów, Żydów, a nawet orszak weselny – ważne było, by każdy wczuł się w swoją rolę. Jak można się domyśleć, zręczne parodiowanie przedstawicieli niższych klas i ich zwyczajów nierzadko prowadziło do bójek – czasem z prawdziwych, czasem z wyimaginowanych powodów. Zdarzało się i tak, że zabawa krewkich szlachciców kończyła się rozlewem krwi. Chyba najsłynniejszym kuligiem zachowanych na kartach historii jest ten ze stycznia 1695 roku. Wówczas, kawalkada złożona ze stu sań jazdy tatarskiej, wyłożonych futrami soboli, niedźwiedzi, a nawet lampartów, dziesięcioma kapelami oraz oddziałem dragonów zajeżdżała do pałaców Radziwiłłów, Potockich, Sapiehów i Lubomirskich, by wspólnie już odwiedzić w Wilanowie króla Jana III i Marysieńkę.

Zobacz Też
Jak kiedyś świętowano wielkanoc na Podhalu

Dzisiejsze kuligi mają formę znacznie uproszczoną. Trwają zazwyczaj około godziny, kończą się watrą, czyli ogniskiem, poczęstunkiem i obowiązkową herbatą dla strapionych. Jednakże, niezmiennie cieszą się ogromnym zainteresowaniem „ceprów”, szczególnie w zimie, gdy śnieg skrzypi pod saniami. Od pewnego czasu w Zakopanem można wziąć udział także w kuligu na miarę XXI wieku, gdzie sanie zastępuje skuter śnieżny. Taka wycieczka to już jednak zupełnie inna historia, niż tradycyjna przejażdżka z fiakrem opowiadającym w trakcie jazdy jako to drzewiej bywało…

Dołącz do dyskusji

Dodaj Odpowiedź

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Przewiń Do Góry